Witam :)
Tak na początek chciałam powiedzieć że w ogóle nie chcecie komentować :( , nie mam po co pisać takto. ;// 3 km = 8 roz. <3 kochamm //Tosia ♥
Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi Belli. Udałyśmy się do pokoju i gdy już miałyśmy wchodzić, usłyszałam kolejny dzwonek do drzwi. Ktoś się strasznie dobijał więc pobiegłam zobaczyć kto to,okazało się że to Emily.
- Co się stało ? - zapytałam.
- Ju - Justin miał wypadek , jest w szpitalu.
- Co ? Jak to ?? co się stało? - zadręczałam ją pytaniami - przecież dzisiaj rano, byłyśmy u niego.
- Tak ! ale potem jechał gdzieś i miał wypadek samochodowy. - ubieraj się szybko ! - krzyczała.
- Dobra , idź na górę, powiedz Belli a ja się ubieram. - krzyknęłam.
Bez słowa wbiegła na górę i po chwili była już na dole z Bells, która o wszystko wypytywała. Wyjaśniłyśmy
jej część sprawy, i wsiedliśmy do auta, w którym czekał Austin. "Może nie znałam Jusa za długo, ale czułam się jego przyjaciółką i chciałam z nim być wtedy, nie miałam pojęcia co się stało, bardzo się
martwiłam. " Lekarz nie chciał nam za dużo powiedzieć ponieważ nie byliśmy z rodziny, ale dowiedzieliśmy się że Bieber miał wypadek w drodze do studia nagrań i że jest nieprzytomny.
-Czy mogę do niego wejść ? - zapytałam błagalnie.
- To nie jest dobry pomysł - odpowiedział.
- Na chwilkę, proszę.
- Dobrze, ale sama i na moment.
Popchnęłam drzwi od sali i usiadłam obok łóżka Justina. Trudno mi było na niego patrzeć, dzisiaj rano jeszcze rozmawialiśmy, a teraz widzę go nieprzytomnego. Złapałam jego dłoń i powiedziałam.
- Wiem, że znamy się dopiero 3 dni, ale bardzo cię polubiłam i martwię się o ciebie. Nawet nie wiem dokładnie co się stało, mam nadzieje że z tego szybko wyjdziesz.
Usłyszałam głos pielęgniarki, proszący o wyjście z sali.
- Widzisz, muszę już lecieć, wpadnę jutro, mam nadzieje że będzie lepiej.- uśmiechnęłam się smutno.
Odchodząc od łóżka, jeszcze raz spojrzałam na Justina i wyszłam z sali a Emi podbiegła do mnie i mocno uścisnęła.
- Wszystko ok ? - spytała.
- Taak, myślałam że będzie gorzej. - odpowiedziałam jej.
Uśmiechnęła się, złapała mnie za ręke i wyszłyśmy ze szpitala. Potem odwieźli mnie do domu. Gdy wróciłam
rodzice byli już w domu, zdjęłam buty i pobiegłam na górę, nawet się nie witając.
Położyłam się na łóżku, przykrywając kocem i myśląc o wczorajszym dniu. "Jak miało być pięknie, to musiało się coś spieprzyć. Moje życie nie było złe, moi rodzice byli bogaci, tylko w miłości nigdy nie miałam szczęścia. Rok temu... zakochałam się w pewnym chłopaku, lecz to nie było dobre bo przez niego tyle się nacierpiałam. Jedynie dzięki Emi i Belli moje życie znów stało się normalne. Nazywał się Robin i zdradził mnie, na moich oczach... Chciał do mnie wrócić ale ja nie mogłam mu tego wybaczyć. Wyjechał z kraju, nie wiem dokładnie kiedy, ale cieszę się z tego i mam nadzieję że już nigdy go nie zobaczę."
Byłam zmęczona dzisiejszym dniem, dlatego po chwili usnęłam.
Nagle się obudziłam i podniosłam do pozycji siedzącej. Zorientowałam się że jest burza. Zegarek wskazywał godzinę 23. Podeszłam do okna i usiadłam na szerokim parapecie wpatrując się w deszcz, i ludzi biegających po ciemnych ulicach. Nagle spostrzegłam przy ulicy malutkie zwierzątko, całe zmoknięte, przestraszone. Ludzie nie zwracali na nie uwagi, obojętnie obok niego przechodzili. Postanowiłam mu pomóc, założyłam jeansy i zbiegłam na dół zakładając buty i kurtkę.
Biegłam w stronę ulicy i spostrzegłam malutkiego kotka, spojrzał na mnie błagalnie ale bał się. Złapałam go i pogłaskałam żeby go uspokoić. Wróciłam do domu i udałam się z nim do pokoju a potem do łazienki. Wykąpałam go i wytarłam ręcznikiem. Wyglądał tak słodko.
Położyłam się z nim do łóżka, grzecznie się obok mnie położył i zasnęliśmy.
Rano obudziłam się ok. 9. Poszłam do kuchni, wzięłam miseczkę i nalałam do niej trochę mleka. Wróciłam do pokoju i postawiłam na podłodze. Kotek szybko wypił całą zawartość a po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kto Tam ?? - krzyknęłam.
- To ja kochanie - usłyszałam głos mamy.
- Wejdź -powiedziałam.
Mama weszła i jej oczy momentalnie się rozszerzyły. Podbiegłam do niej szybko.
- Mamo, ja ci to wszystko wytłumaczę.
- Co to za kot? , skąd on się tu wziął? - spytała szybko.
- Ja .. znalazłam go wczoraj wieczorem, na dworze w czasie burzy.. musiałam mu pomóc- powiedziałam smutno
- Kochanie.. i co teraz? co z nim zrobisz? przecież wiesz że tata nie chce zwierząt.- odpowiedziała głaszcząc kotka po głowie.
- Postaram się go przekonać, gdzie on jest ?
- Siedzi na dole w kuchni, nie wiem czy to dobry pomysł.
Nie odpowiedziałam jej nic tylko wyszłam z pokoju idąc do kuchni.
- Tato ?
- Dzień dobry córeczko .
- Ymm... tato.. bo ja muszę o coś zapytać. - powiedziałam wpatrując się w okno.
- Słucham cię, co się stało ?- zapytał marszcząc brwi.
usiadłam na krzesełku i objęłam rękami nogi, wpatrując się w swoje buty.
- No to tak - westchnęłam - dzisiaj w nocy znalazłam małego kotka na ulicy. Nie mogłam patrzeć jak ludzie
go omijają i nie zwracają na niego uwagi. Był taki... smutny, przestraszony - spojrzałam na tatę - nie miałam serca żeby go tam zostawić, dlatego... zabrałam go do domu i wykąpałam. Siedzi sobie u mnie w pokoju..
Tak bardzo chcę go zatrzymać, nie mogę go oddać... jest taki śliczny ... i grzeczny.
- Heej! Ari ... przecież to nie jest łatwa decyzja. Przecież kot potrzebuje opieki, a nas nie ma cały dzień w domu, Ty chodzisz do szkoły i co ? kto się będzie nim zajmował ?- spytał podnosząc jedną brew.
"Cholera, ma rację, ale co ja mam teraz z nim zrobić, muszę coś wymyślić"
- Kot będzie siedział u mnie w pokoju, nie będzie nikomu przeszkadzał, zaopiekuje się nim, Proszę pozwól mi go zostawić... chociaż na próbę.
Zastanawiał się chwilę,po czym spojrzał się na mnie.
- Dobrze, zgadzam się, ale ty bierzesz za tego kota całą odpowiedzialność. Będziesz go karmiła i sprzątała po nim.
Podbiegłam do niego i uściskałam z całych sił, pisnęłam "Dziękuje" i biegiem ruszyłam do pokoju, gdzie dalej siedziała mama.
- Zgodził się ! - krzyknęłam do niej.
- Cieszę się - uśmiechnęła się, i wyszła z pokoju.
Usiadłam na łóżku i wzięłam kotka na kolana.Patrzyłam się na niego i głaskałam ciesząc się że jest mój.
" Przecież muszę go jakoś nazwać" Myślałam nad tym długo, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę " 11.06" Postanowiłam iść na zakupy, kupić potrzebne rzeczy dla kotka. W tym celu zadzwoniłam do Belli.
- Halo ? - odezwał się głos w słuchawce.
- Cześć Bells, masz trochę czasu?- spytałam.
- Tak, jestem wolna aż do 16.
- Świetnie, musisz jechać ze mną do sklepu, przyjadę po ciebie za 15 min.- rozłączyłam się.
Podeszłam do szafy i wyjęłam to:
Ubrałam się , związałam wysoko włosy i lekko umalowałam.Miałam jeszcze iść dzisiaj do Justina, to po zakupach od razu do niego pójdę...
.

.jpg)
:OOO Justin !!!! Mam nadzieję, że z tego wyjdzie :(
OdpowiedzUsuńOmg swietny rozdzial tylko za szybko sie dzieje ale boskie *.*
OdpowiedzUsuńSuper pisz dalej :D
OdpowiedzUsuń